piątek, 31 marca 2017

Suplementy Diety

Niestety miałam rację. Waga spadła, ale zdecydowanie za mało, a to oznacza, że moja dieta przestała być skuteczna. Jak już pisałam, jest to mój własny projekt, który jest dopiero w fazie testów. Najwyraźniej ten sposób można stosować tylko przez 2 tygodnie. Podejrzewałam, że to może nastąpić, jednak łudziłam się, że trochę później. Niemniej jednak w 2 tygodnie zrzuciłam 5 kilo, a gdybym lepiej nad sobą panowała, straciłabym jeszcze więcej, więc zdecydowanie było warto. Od jutra znowu zaczynam jeść, w czwartek zacznę kolejny cykl, możliwe, że w ten sposób znowu będę gubić kilogramy, jeśli nie, to całkowicie przejdę na dietę 1000 kcal. Dwa dni za mną, mimo że lista moich dziennych obowiązków jest długa, zauważyłam, że wcale nie zajmuję mi to dużo czasu. Wszelkie zabiegi kosmetyczne stosuje przy okazji kąpieli, zabierają mi góra pół godziny. Gorzej jest rano, gdy każda godzina snu jest na wagę złota. Ciężko mi wstać to 5-10 minut wcześniej, aby nasmarować się kremami i umyć zęby. Zobaczymy jak będzie w weekend. Mam nadzieję, że ze wszystkim dam radę, trzymajcie za mnie kciuki.

Dziś chciałam napisać o suplementach diety jakie biorę. Ktoś gdzieś napisał, że to jest ważne przy wszelkich głodówkach i odchudzaniu, ponieważ to właśnie brak witamin sprawia, że czujemy się słabo. Sama od zawsze  miałam z tym problem, ponieważ nie smakują mi owoce i warzywa. Już od podstawówki mama kupowała mi różne witaminy. O to co biorę aktualnie:
  • Visaxinum - czyli tabletki na trądzik. Gdy moja twarz wyglądała jak pizza zdecydowanie pomagały, teraz je biorę tylko dlatego, że w domu został jeszcze spory zapas i szkoda aby się zmarnowały.
  • Skrzypowita - czyli skrzyp i pokrzywa dobre na włosy, skórę i paznokcie. Mam obsesje na punkcie swoich włosów, więc wiadomo dlaczego to łykam. Z dużymi przerwami biorę od czasów gimnazjum, zdecydowanie pomaga.
  • Tran Apteo - czyli tran, który wzmacnia zdrowie. Nie mam pojęcia czemu to łykam, ale skoro mama kupiła, to biorę.
  • Witaminy Dla Niej Apteo - czyli babska multiwitamina. Jedna tabletka zawiera 29 składników czynnych, nic dziwnego, że jest tak duża, że można się udławić. Mimo wszystko polecam.
  • Capivir A + E - czyli tabletki z witaminą A i E. Żadnego większego sensu tu nie ma, po prostu dorobiłam się kurzej ślepoty, która jest wynikiem braku witaminy A. Spokojnie, już jest dobrze.
  • Magnez Apteo - czyli po prostu magnez. Biorę tymczasowo, ponieważ z powodu braku magnesu bolały mnie kości. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Zdarza mi się to od dziecka.
  • Ligunin - czyli fitoestrogeny. Oficjalnie jest to lek na menopauzę, jednak poza fitoestrogenami nie zawiera nic więcej, więc jest dobry jako zwykły suplement diety. Dodatkowo jest o wiele tańszy od preparatów specjalnie dedykowanych do poprawy urody. Przy mojej rozwalonej gospodarce hormonalnej bardzo się przydaje. O samych fitoestrogenach napiszę kiedyś osobny post.
Podsumowanie dnia poprzedniego:
Nie ma co się rozpisywać. Nic nie zjadłam, wszystkie obowiązki wykonałam. Plan zrobiony w 100%. Dobrze jest, oby tak dalej.

czwartek, 30 marca 2017

Dieta

Dziś chciałabym opisać moją dietę, zanim jednak to zrobię, powinnam wyjaśnić, dlaczego mój organizm jest pojebany. Zacznijmy od tego, że działają na mnie tylko diety niskokaloryczne, już nawet nie chodzi o to, że większość posiłków mi nie smakuje. Dwa razy zmusiłam się do diet, które polegały na jedzeniu tylko określonych produktów, mimo że efekty powinny być większe, chudłam jakoś 1 kilogram tygodniowo, gorzej niż na diecie 1000kcal. Mój metabolizm też jest dziwny, pominę już to, że tak się spasłam, mimo, że tak naprawdę nie jadłam nie wiadomo ile, może trochę więcej niż inni ludzie, którzy jednak mają normalną wagę (nie, nie szukam wymówki, wiem że to tylko moja wina, chcę tylko zobrazować mój problem), ale zauważyłam, że normalne dawki leków na mnie nie działają, tabletek na ból głowy biorę trzy, tabletki z kodeiną, które brałam pierwszy raz w życiu, pomogły na kaszel dopiero po podwójnej dawce.

Dodatkowo mimo jedzenia przez kilka miesięcy normalnych porcji, które nie miały na celu odchudzania, i nie zmieniania ilości przyjmowanych kalorii, potrafię przytyć 1 kilogram w jeden dzień, w ten sposób najwięcej przytyłam 10 kilogramów pod rząd. Przyznam się z ręką na sercu, że gdy się nie odchudzam, to moja dieta jest dietą standardowego Polaka, zjadam wtedy nie więcej 3000 kcal dziennie. Skąd więc kilogram dziennie, skoro to na pewno nie efekt jojo, a kilogram to 7000 kcal? Robiłam sobie badania na Hashimoto i tarczyce, jedyne co wyszło, to to, że moja tarczyca jest na skraju niedoczynności, więc to nie od tego. Jakby tego było mało, przy diecie, gdy zdarzy mi się chwila słabości i zjem np. tabliczkę czekolady, to następnego dnia waga pokazuje 1,5 kilograma więcej. Są też produkty, które powodują u mnie natychmiastowe tycie. Przede wszystkim makaron i białe pieczywo, czyli produkty mocno glutenowe, ale o dziwo, do tego grona należą też kabanosy.

Co więc najlepiej na mnie działa? Głodówka, jest to całkiem nowe odkrycie, bo gdy ważyłam "tylko" 80-90 kilo, to osiągi były podobne do diety 1000 kcal, teraz jednak nic nie jedząc chudnę średnio kilogram dziennie, i mogę to robić przez góra 8 dni, z czego ostatniego dnia tracę mniej niż pół kilo. Oczywiście nie ma tak dobrze, bo gdy przeprowadzam głodówkę nie mogę ćwiczyć, raz dla spotęgowania efektu chciałam to zrobić, ćwiczyłam przez 2 dni i wtedy waga nie spadła mi ani trochę. Dieta 1000 kcal też działała na mnie świetnie, jednak gdy ostatnio jej próbowałam, niewiele mi to dało, jednak nie jestem pewna, czy to faktycznie wina diety, zjedzenia produktów powodujących u mnie tycie, czy tego, że nie byłam w stanie oprzeć się niektórym pokusom. Prawdopodobnie za jakiś czas do niej wrócę.

Jak wygląda moja dieta? Przede wszystkim jest to mój autorski pomysł, który stworzyłam na podstawie obserwacji mojego organizmu, więc wątpię, by u innych spowodowała tak dobre efekty. Cykl rozpoczyna się w czwartek, od czwartku do niedzieli nic nie jem, jedynie łykam suplementy diety i piję drożdże, nie przekraczam w ten sposób 100 kcal więc jest dobrze. W poniedziałek jem tylko obiad. We wtorek i środę jem 3 posiłki, starając się nie przekroczyć 1000 kcal. Od czwartku znowu głodówka, dodatkowo łykam środki na przeczyszczenie, aby zacząć z pustym żołądkiem. W dni, w które jem, piję błonnik przed każdym posiłkiem, oraz co najmniej raz dziennie piję czerwoną herbatę. W ten sposób potrafię schudnąć 2-3 kilo tygodniowo, gdybym potrafiła się lepiej pilnować, byłoby więcej.

Dlaczego lubię ten sposób? Przede wszystkim dlatego, że jestem porażką o słabej woli i jestem bardzo podatna na pokusy. Do tej pory we wtorki i środy zjadałam więcej niż powinnam, nie żałowałam sobie też niezdrowych rzeczy. Z tego powodu dopadł mnie też efekt jojo, jednak nie tak duży, by zniweczyć mój wysiłek, a do tej pory to co przybrałam przez te dwa dni znikało po pierwszym dniu głodówki. Dodatkowo nie chodzę tak zmęczona jak po długotrwałych głodówkach, za miesiąc matura, więc potrzebuję siły do nauki. Mogę ten sposób stosować stale, ponieważ z powodu krótkich przerw na jedzenie, organizm jest w stanie się zregenerować i tracić kilogramy na nowych głodówkach.

Dziś zaczął się trzeci cykl mojej diety, do tej pory udało mi się stracić 5 kilo. W tym tygodniu z powodu jojo "odzyskałam" 1 kilogram i ku mojemu przerażeniu dziś waga nie spadła ani trochę, mam nadzieję, że jutro to się zmieni, inaczej będę musiała szukać innego sposobu.

środa, 29 marca 2017

Początek

Dziś jest ostatni dzień mojego jedzenia, więc jest to świetny dzień aby rozpocząć pisanie. Dlaczego postanowiłam założyć bloga? Dla lepszej motywacji. Już wcześniej przeglądałam różne blogi o odchudzaniu, nawet te pro ana, stwierdziłam że ja też powinnam mieć coś takiego.

Zauważyłam, że jestem chyba najgrubsza ze wszystkich blogerek tego typu. Gdy dwa tygodnie temu zaczynałam dietę, warzyłam 112 kilo. Zawsze byłam gruba, czasem udawało mi się trochę schudnąć, jedna ostatecznie przegrywałam ze swoimi słabościami i wracałam do złych nawyków. Mój problem polega przede wszystkim na tym, że uwielbiam jedzenie, przez co trudniej mi trzymać dietę. Dodatkowo niewiele rzeczy mi smakuje, a gdy czegoś nie lubię, to mam odruch wymiotny. Jedyne diety jakie mogę stosować, to te niskokaloryczne. Wydaje mi się, że dorobiłam się też czegoś na kształt obżerania kompulsywnego, bo w ostatnim czasie zdarzało mi się zjadać wszystko co było smacznego w lodówce, nawet jeśli przestało mi to smakować lub byłam już pełna. Dodatkowo mama widząc, że jedzenie znika, zawsze uzupełniała zapasy, bo widziała, że jedzenie mnie uszczęśliwia. Nawet teraz, gdy dałam jej do zrozumienia, że ma przestać tak robić, na mojej półce od czasu do czasu lądują zapiekanki, lub parówki z serem. Zazwyczaj je wtedy przekładam gdzie indziej, ale czasem przegrywam i to zjadam.

Chcę się zmienić i zacząć nowe życie. Od zawsze byłam szykanowana z powodu wagi, w moim mózgu tak się poprzestawiało, że czuję, że nie mam prawa być szczęśliwa dopóki jestem gruba. Od dwóch lat nie kupiłam sobie niczego do ubrania, nie maluję się, nie stroję, nie układam włosów. Do dbania o siebie muszę się zmuszać, bo przecież w przyszłości chcę być piękna i szczupła, a do tego potrzebna jest długa i systematyczna praca. Ten blog ma być nie tylko motywacją do schudnięcia, ale również do dbania o swoją urodę. W pierwszym wpisie chciałabym przedstawić listę swoich obowiązków:

Codziennie:
  1. Rano i wieczorem kremy wyszczuplające i na rozstępy (niestety się ich dorobiłam)
  2. Picie drożdży
  3. Łykanie suplementów diety
  4. Lodowaty prysznic
  5. Odżywka do włosów
  6. Odżywka do rzęs
  7. Mycie zębów (to nie żart, los obdarował mnie niesamowicie zdrowymi zębami, dlatego nigdy nie wyrobiłam sobie nawyku codziennego mycia)
Beauty weekend:
  1. Olejowanie włosów
  2. Maska drożdżowa
  3. Maseczka na twarz
  4. Peeling całego ciała.
Dodatkowo ustaliłam sobie etapy odchudzania, żeby lepiej widzieć efekty pracy i być jeszcze bardziej zmotywowana. Każdy etap powinnam osiągać w ciągu 2-3 tygodni. Aktualnie jestem przy 2 punkcie. Ostatni punkt chciałabym osiągnąć najdalej w sierpniu lub wrześniu Oto moja lista:
  1. 115 kilo - początek
  2. 108 kilo - mieszczę się w kurtkę
  3. 104 kilo - mieszczę się w spodnie
  4. 99 kilo - zeszłam poniżej 100
  5. 95 kilo - półmetek
  6. 89 kilo - zeszłam poniżej 90
  7. 85 kilo - półmetek
  8. 79 kilo - zeszłam poniżej 80, najniższa waga jaką miałam do tej pory
  9. 75 kilo - półmetek
  10. 70 kilo - ostatni etap, czas na wymodelowanie sylwetki i ogarnięcie przy jakiej wadze wyglądam dobrze.
Bloga mam zamiar pisać codziennie. Oprócz opisu swoich zmagań mam zamiar zamieszczać też swoje przemyślenia oraz różne sposoby na dbanie o urodę. Robię to głównie dla siebie, jednak chciałabym żeby ktoś to czytał, bo właśnie to powinno mnie zmotywować. Z powodu mojej wagi spotkało mnie tyle złego, że boję się o tym rozmawiać z kimkolwiek. Nie pójdę do lekarza, ani do dietetyka. Nie porozmawiam o tym ani z przyjaciółmi ani z rodziną. Wciąż muszę udawać, że moja waga za bardzo mi nie przeszkadza, ale tak przecież nie jest. Tutaj nikt nie wie kim jestem, dlatego jest w porządku.